• Wpisów: 2566
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 163 dni temu, 18:12
  • Licznik odwiedzin: 57 519 / 3385 dni
 
wizz
 
Co tu dużo gadać. Nie jestem najlepszym filologiem świata. Poprawność języka, to coś co sobie cenię (i bynajmniej nie "w sobie" ;) ), ale nie zwracam na to większej uwagi. Zresztą - znacie mnie nie od dziś. Jak ktoś mnie czyta, to go mniej lub bardziej razi moja interpunkcja i parę zgryzów gramatycznych. O polskim mówionym (we vlogach) nie wspomnę.
Na swoją obronę nie mam nic. Staram się, ale się nie przykładam. Tyle w temacie.
Wkurza mnie grammar-nazi. Rozumiem skąd się bierze w ludziach potrzeba poprawiania (sam dostaję białej gorączki gdy słyszę "w każdym bądź razie" albo widzę "wogle" ), ale co zrobić - każdy ma jakąś tolerancję na krytykę, formę danej krytyki itd. itp.
Dla przykładu - moja tolerancja na błędy jest większa niż tolerancja na bycie poprawianym i nigdy tego nie próbowałem ukrywać :)

Ale jak napisałem, lubię poprawnie stosowany język i doceniam. Dlatego też obserwuję na FB kilka stron, które rzucają ciekawostkami z tej dziedziny. Nauczę się trochę, może uniknę jakiejś wpadki w przyszłości... a może nie.
Jednak to co przeczytałem wczoraj mnie... zniesmaczyło. Ten link (obrazek wbiję na dole)
www.facebook.com/(…)791030794276950…
No i cholera. Nie wiem kim jest pan Emanuel Wójcik. Czy to admin fanpage, czy jakiś językoznawca (żyjący lub nie), którego imię znać powinienem a nie znam, czy też urzędujący wykładowca dajmy na to na UW. Chodzi mi o poziom i wrażliwość. Jeśli czytają mnie dziewczyny, to mogą tego nie wiedzieć, bo umówmy się - kobiety mają wbudowaną lepszą wrażliwość niż faceci. Ale u "chłopaków" sprawa jest prosta. Szacunku dla rodziców (a szczególnie Mamy) drugiego człowieka uczy się człowiek najpóźniej w szkole podstawowej.
Chłopczyk palnie coś głupiego na temat Mamy drugiego, a drugi palnie mu za to w nos. Tadaaaam - wrażliwość i rzeczony szacunek nabyte empirycznie, z lekko miedzianym posmakiem ("...ktoś dostał w nos, to popłakał się ktoś..." ) i zakodowane we łbie do końca życia. Sam to przerabiałem, choć na swoją obronę napiszę, że nie powiedziałem nic głupiego, tylko źle zinterpretowany zostałem. Kolega był niezbyt rozgarnięty, co należy mu wybaczyć, bo szacunek do Matki, to rzecz święta.

Teraz wracając do pana Emanuela i jego "fraszki". Rozumiem gdzie miał być żart. Naprawdę rozumiem i twierdzę, że jest nie tyle nieśmieszny, co niesmaczny. Wziąwszy pod uwagę propagowanie kultury wyższej (której elementem jest poprawność językowa) i jednoczesne wycieranie sobie dupy empatią (albo jak kto woli - cudzą matką) uważam za zjawisko raczej uwłaczające wspomnianej kulturze. Już nawet nie wyższej. KAŻDEJ.

Moja Mama na szczęście ma się dobrze. Ojciec też w porządku. Bogu dziękować i oby tak było zawsze (nie będzie - nie ma co się okłamywać, nic nie jest wieczne, ale marzyć, wierzyć i mieć nadzieję trzeba!).
Za to mój przyjaciel wrócił z emigracji bo jego Ojciec jest od miesięcy w szpitalu. W "męczarniach". AbstraCHUJąc już od tego, że jego Tata najnormalniej w świecie cierpi (dzień i noc, podpięty do maszyn utrzymujących go przy życiu), to mam też wgląd w to, co się dzieje z jego bliskimi. Z moim Przyjacielem, z jego Mamą, Siostrą...
Mam nadzieję, że jego Tata nie umiera. Że owszem, dziś jest w męczarniach, ale jutro stan zacznie się poprawiać. Że za tydzień, dwa będzie lepiej jak nie całkiem dobrze. Że po nowym roku kumpel wróci do UK do pracy, a jego Ojciec rozpocznie rehabilitację (oj długą), a ja będę z nim chodził na leniwe spacery nad rzekę, pokarmić kaczki, popuszczać kaczki i porozmawiać o literaturze. Ale to moje "chcę".

Pomijając już wszystko, ale jak się idzie na barykady, to powinno się wiedzieć, o czym się mówi. Mnie uczono, że "pleonazm" to wyrażenie złożone z co najmniej 2 członów, z których każdy oznacza to samo. "Spadać w dół", "masło maślane", "cofać się do tyłu", czy klasyczne już "zabija komary na śmierć". Rzeczywistość wirtualna nie jest pleonazmem, choć z definicji powinna być ;).
Ale do kurrrwy nęęęęęędzy "dzień" nie oznacza przecież "dzisiaj". Dzień może być dzisiejszy, bo może być dzień wczorajszy. To jest forma karykaturalna, strasznie nadużywana w pismach oficjalnych, bo komuś przyszło do głowy, że brzmi ładniej... nie wiem? Bardziej dumnie? Oficjalnie? No i nie będę się kłócił, bo raz - przyjęło się, dwa - faktycznie, nie brzmi źle i kojarzy się z pismem oficjalnym.
Czy jest to więc pleonazm? Moim skromnym zdaniem nie, ale głowy sobie uciąć nie dam. Ręki też nie. Co najwyżej paznokcie, bo i tak są za długie. Jeśli faktycznie jest to pleonazm, to w skrócie, mam to w dupie. Jeśli nie, to "Słownik polsko@polski" jest tym, kto popełnił lapsus (i to nie pierwszy raz, widzę ten obrazek u nich już po raz Nty), a wypadałoby się jednak chyba na tym znać. Przynajmniej będąc "Słownikiem polsko@polskim". Może zapytam się Profesora Miodka jak się z nim będę widział następnym razem, ale z drugiej strony po co? Usłyszę, że zmiana językowa następuje. Co dnia do tego.
Jest to forma tak popularna, że będzie poprawną prędzej czy później. Ale to też jest tylko moje zdanie.

Jak napisałem w komentarzu "no cóż - jeśli pan Emanuel ceni poprawność języka nad życie swojej matki, to raczej jego problem". Bo gdybym miał odpowiedzieć na poważnie, to musiałbym się zniżyć do poziomu pana Wójcika, a to brzmiałoby mniej więcej tak:
Twoja "miłość" i "szacunek" do Matki mnie wzrusza
Tak jak z całą mocą słownik ma ręka porusza
By pierdzielnąć prosto w przemądrzałą mordę
i wbić zęby w mózg, na empatię oporny
Ta-daaam -_-

Nie możesz dodać komentarza.